Myślisz o serwisach społecznych - pamiętaj o prawie autorskim!

“Chcemy być razem w internecie” Marty Strzeleckiej z gazety.pl to dobry zarys tego, co dzieje się w serwisach społecznych.

(Wrócmy może do tego zwrotu, nawiązującego do określenia “social software”, o którym wszyscy nagle zapomnieliśmy - lepsze to, niż pewien paskudny przymiotnik rymujący się z “chałowy”!)

Jedyne co mi się w tekście nie podoba, to całkowite pominięcie kwestii praw autorskich - w tekście dużo jest mowy o wspólnym tworzeniu, o serwisach umożliwiających partycypację w kulturze, itd. Nie ma jednak słowa o tym, jak ważnym czynnikiem jest stosowany model praw autorskich.

Tymczasm istnieje dziś pełne spektrum od pełnej otwartości niczym w Wikipedii do mało przyjaznych dla twórców amatorskich zasad z YouTube. Myślę, że warto opisując te serwisy wyróżniać te otwarte, a krytykować te zamknięte. W zależności od wybranego modelu prawa autorskie będą bowiem albo niczym smar ułatwiający obieg kultury, albo będą też niczym zatarty silnik uniemożliwiający jazdę naprzód.

Warto w tym kontekście przypomnieć tekst “Internet na świetlistym szlaku”, także z gazety.pl, z samego początku roku. Zbigniew Domaszewicz i Tomasz Grynkiewicz piszą w nim, że jednym z gorętszych tematów “internetowych” w 2007 roku będą prawa autorskie. A rewizję obowiązującej ortodoksji w tej kwestii wymuszą właśnie serwisy społeczne:

“Koncerny zdają sobie sprawę, że czas zmienić model biznesowy, który nie sprawdza się w starciu z masą internautów nawykłych do brania wszystkiego za darmo. Wyjścia są dwa: właściciele praw mogą pozwolić, by internauci mieli swobodny dostęp do ich dzieł, licząc, że przełoży się to na wyższą sprzedaż. Mogą też wycofać dzieła, pozwać serwisy o odszkodowanie i utworzyć konkurencyjne portale, choć ze znacznie słabszą marką niż np. YouTube. Niezależnie od tego, którą drogę wybiorą, dyskusja nad prawami autorskimi będzie w najbliższym roku jednym z najgorętszych tematów. I zarazem głównym hamulcem internetowej ewolucji - bo gdyby np. YouTube obedrzeć z wszystkich plików mogących naruszających prawa autorskie (choćby tych, które w tle wykorzystują utwory muzyczne), to czy serwis zdobyłby aż taką popularność?”

W “Świetlistym szlaku” mowa o prawie, bo tekst pojawił się w dziale Gospodarka. W Kulturze miejsca dla praw autorskich już nie było. Z jednej strony rozumiem to rozumowanie, teksty kulturowe w gazetach mają być przyjemne. Z drugiej pora zrozumieć, że świat kultury nie może chować głowy w piasek, pora odkryć prawnika w każdym z nas, zakasać rękawy i przestudiować ustawę o pr.aut. - a potem dowiedzieć się (jeśli jeszcze się nie wie), o co chodzi z tą wolną kulturą.

Najciekawsze informacje znajdziemy jednak - i oczywiście - w dziale “prawo” (Rzeczypospolitej). W połowie grudnia profesorowie Janusz Barta i Ryszard Markiewicz napisali w RP niezwykle pozytywnie o otwartym licencjonowaniu treści (podałbym link gdyby tylko było do czego - RP zamyka tuż po publikacji materiały w archiwum).

Pozwolę więc sobie na szereg cytatów z tekstu pt. “Od ‘wolnego’ oprogramowania do ‘wolnych’ utworów” (RP nr 291, 14.12.2006).

“[…]wydaje się, że nowe modele udostępniania dzieł, choć niepozbawiające znaczenia przepisów prawa autorskiego, wpłyną na ich modyfikację i interpretację. Chodzi tu o zmiany łagodzące rygoryzm ochrony interesów twórców i producentów, zmiany pozwalające pogodzić istniejące rozwiązania prawne z zasadami wypracowanymi przez ruch open source.”

“[…] popularność idei creative commons będzie zapewne uzależniona od rodzaju utworów. Można zakładać, że nieodpłatne udostępnianie upoważniające do dowolnego korzystania, zwłaszcza w Internecie, będzie dotyczyć: dzieł naukowych; pozawydawniczych, półamatorskich przedsięwzięć o charakterze informacyjnym (typu wikipedia); utworów autorów debiutujących, zainteresowanych zwiększeniem popularności lub autorów kontestujących tradycyjne rozpowszechnianie utworów oparte na”modelu własnościowym”.

“[…] wydaje się racjonalne rozważenie ewentualnego ograniczenia treści praw wyłącznych do dóbr intelektualnych, gdy są eksploatowane w sieciach komputerowych. Chodziłoby zatem o przyjęcie nowych paradygmatów odnoszących się do korzystania z dzieł w Internecie. Ograniczanie się do dotychczasowego “własnościowego” modelu sprawia, że istnieje realne niebezpieczeństwo (mimo stosowania technicznych środków zabezpieczających przed dostępem do utworu i jego nieuprawnionym zwielokrotnianiem) dalszego rozwijania się piractwa, a z drugiej strony - systematycznego ograniczania dostępu do informacji.”

“Być może racjonalne byłoby wprowadzenie w pewnym, ograniczonym zakresie obligatoryjnej odpłatnej licencji za korzystanie z utworów usytuowanych w Internecie po ich pierwszym publicznym udostępnieniu za zgodą autora. Wymagałoby to jednak zmian konwencji międzynarodowych oraz postanowień odpowiednich dyrektyw unijnych. Mając to na względzie, należałoby raczej propagować udzielanie dla zainteresowanych użytkowników Internetu - światowej, odpłatnej, standardowej i zryczałtowanej licencji na korzystanie w Internecie dla celów niezawodowych z wszystkich rozpowszechnionych utworów i przedmiotów praw pokrewnych.”

PS. Marta Strzelecka pisze o The Well w kontekście projektów typu Web 2.0 - nazywa legendarną społeczność wirtualną “jednym z pierwszych serwisów opartych na wiedzy tłumu”. Tak daleko korzeni Web 2.0 rzadko kiedy się szuka.

Choć trzeba przyznać, że takie postawienie sprawy pokazuje jak na dłoni, że Web 2.0 to do pewnego stopnia nowa, modna etykieta dla procesu umożliwionego przez technologie internetowe lata temu.

Ciekawe też, że “The Well” jest nazwane “serwisem”. Społeczność internetowa staje się kategorią niemodną - a może wręcz nieprzydatną? - w czasach, gdy po pierwsze zacierają się granice między wymiarem komercyjnym i niekomercyjnym internetu. A dzieje się tak przecież, skoro “oddolna” kultura kwitnie w piaskownicach stawianych przez komercyjne firmy, takich jak serwis Youtube. A po drugie, wiele faktycznie niekomercyjnych społeczności instytucjonalizuje się, obrasta w funkcje, zasady i instytucje i trudno już je nazywać społecznościami. Patrz - Wikipedia.

Tekst objęty licencją Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska,
Autor: Alek Tarkowski
Źródło: Myślisz o serwisach społecznych - pamiętaj o prawie autorskim!
blog Kultura 2.0


Więcej aktualności