Porównywarki zdobywają e-commerce
Źródło: Gazeta.pl, tPress
Tysiące złotych można zaoszczędzić dzięki internetowym serwisom pokazującym, ile ten sam towar kosztuje w różnych sklepach. Przed sezonem świątecznych zakupów polskie porównywarki cen zgromadziły w swoich bazach setki tysięcy produktów. Klienci sklepów internetowych wiedzą doskonale, że zazwyczaj jest w nich o wiele taniej niż w tradycyjnych. Ale nawet w Internecie ceny tego samego produktu w różnych sklepach potrafią się zaskakująco różnić.
Ten sam model telewizora LCD firmy Samsung, za który jeden sprzedawca żąda ponad 7,6 tys. zł, w innym e-sklepie można kupić już za niespełna 5,7 tys. zł. Różnice w cenach rzędu 25-30 proc. dotyczą zarówno drogiego sprzętu RTV, jak i książek czy płyt CD za kilkanaście-kilkadziesiąt złotych. Wychwytują je i pokazują serwisy internetowe zwane porównywarkami cen. Dają one także możliwość wystawiania i zapoznawania się z komentarzami innych użytkowników na temat produktów i solidności sprzedawców. W sezonie świątecznych zakupów skorzystanie z nich może być błogosławieństwem dla portfela. Porównywarki pojawiły się w polskim Internecie już kilkanaście miesięcy temu, ale przez długi czas zniechęcał do nich bardzo skromny przegląd sklepów i towarów. To się ostatnio zmieniło. Według Łukasza Narożnego z wrocławskiej porównywarki Ceneo.pl serwis ma obecnie w bazie ponad 270 tys. produktów “z półek” prawie 270 sklepów internetowych. - Handlowców, z którymi współpracujemy, stale przybywa - mówi Narożny. Internauci to widzą i z porównywarek korzystają coraz chętniej. Serwis Skąpiec.pl podaje, że w październiku odwiedziło go ponad 600 tys. internautów - to o ponad 50 proc. więcej niż w lipcu. Według Łukasza Narożnego Ceneo.pl miało w październiku aż 880 tys. użytkowników (w lipcu - 344 tys.). Wybór samych porównywarek jest także niemały - prócz wymienionych serwisów można znaleźć m.in. Gemino.pl, Nokaut.pl czy 9sekund.pl. Ta ostatnia jako jedyna spośród porównywarek uwzględnia także oferty z serwisów aukcyjnych Allegro.pl, Ebay.pl, Aukcje24.pl i Swistak.pl oraz z katalogów giganta e-handlu Amazon.com. Niedawno krakowski portal Interia.pl we współpracy z porównywarką Skąpiec.pl uruchomił pod własną marką serwis Bazzar. Skąd porównywarka wie, że ta sama lodówka w jednym sklepie kosztuje 1,2 tys. zł, a w innym - o 200 zł więcej? Aby znaleźć się w serwisie porównującym ceny, e-sklep musi podpisać z nim umowę. Wówczas zgadza się, by porównywarka automatycznie przeczesywała (z reguły raz dziennie) sklepowe katalogi i wystawiała produkty do porównania. Porównywarki są darmowe dla internautów. Płacą im natomiast właściciele e-sklepów. Np. Skąpiec.pl za każdym razem, kiedy internauta wejdzie z porównywarki na stronę sklepu, pobiera od handlowca do 30 groszy - niezależnie od tego, czy klient coś w sklepie kupi, czy nie. - Na początku mieliśmy obawy, że porównywarki doprowadzą do wojny cenowej - przyznaje Przemysław Szydłowski, prezes e-sklepu Hoopla.pl. - Ale z naszych doświadczeń wynika, że klienci kierują się nie tylko ceną, ale i opiniami klientów. Jeśli jeden sklep ma kilkaset opinii, a inny kilka, to niektórzy klienci nie zaryzykują zakupu w tym drugim. Warto jednak pamiętać, że porównywarka to jeszcze nie gwarancja najtańszego produktu. Szacuje się, że w Polsce działa ok. 800 mniejszych lub większych e-sklepików. Skąpiec czy Ceneo mają w ofercie tylko jedną trzecią z nich. Niektórych produktów w porównywarkach wciąż nie znajdziemy lub jest ich mało (np. sympatykom zaawansowanych gier planszowych wiele nie pomogą).
