Rozmowy przez komórkę w samolotach dozwolone?
Źródło: Gazeta Wyborcza, tPress
Europejski potentat taniego latania - irlandzki Ryanair - zezwoli latem przyszłego roku na używanie telefonów komórkowych na pokładach swoich samolotów. Również inne linie lotnicze liczą już potencjalne zyski.
Zakaz korzystania z telefonów komórkowych jest dmuchaniem na zimne - naukowcy nigdy nie udowodnili, że komórki są w samolotach niebezpieczne. Zresztą podczas każdego lotu część pasażerów i tak zapomina ich wyłączyć. Z komórkowego zakazu pierwszy postanowił zrezygnować Ryanair, największa tania linia w Europie. W połowie przyszłego roku w 50 samolotach, zaś do 2008 r. - we wszystkich swoich ponad 200 maszynach. Szefowie Ryanair wierzą, że przyciągną dzięki temu nowych pasażerów. A analitycy szacują wartość całego rynku lotniczych rozmów w 2009 r. na 1,5-2 mld euro! To duży zastrzyk gotówki dla branży borykającej się z wysokimi cenami paliwa. Sygnał komórkowy z ziemi dociera maksymalnie na wysokość 3 km, a samoloty osiągają pułap 8-11 km. Trzeba więc zamontować dodatkowe urządzenia. System łączności przygotowało konsorcjum OnAir stworzone m.in. przez koncern EADS w ramach unijnego programu łączności bezprzewodowej w samolotach “Wireless Cabin”. Aparat połączy się z ziemią przez satelitę. Na pokładzie mają być nadajniki GSM, dzięki którym telefony pracowałyby z bardzo niską mocą, co ograniczyłoby jakiekolwiek ryzyko zakłócania urządzeń pokładowych. Takie dzwonienie będzie droższe. Ile? Ryanair ma ujawnić szczegóły dopiero w lutym. Ale pewnie sporo droższe. Teraz na pokładach niektórych samolotów, zwłaszcza długodystansowych, pasażerowie mogą korzystać z telefonów kablowych wbudowanych w fotele. Ale kosztuje to nawet 9 dol. za minutę! Dzwonienie z własnej komórki pewnie aż tak drogie nie będzie. No i ma podstawową zaletę - możesz też odbierać telefony. Jak wykazały badania przeprowadzone przez brytyjskiego regulatora rynku telekomunikacyjnego OFCOM, aż jedna trzecia pasażerów deklaruje chęć korzystania z tego typu usług w czasie lotu. I to nawet za cenę 5 funtów (około 7,5 euro) za minutę. Inne badania - konsorcjum OnAir - wskazują, że zainteresowanych takimi rozmowami byłoby jeszcze więcej pasażerów - aż 70 proc. Ryanair z usług dodatkowych niezwiązanych z opłatą za bilet ma ok. 16 proc. przychodów. To m.in. płatne posiłki, sklepiki z przekąskami. - Jeśli zarobimy na komórkach, będziemy mogli jeszcze bardziej zredukować nasze koszty i oferować najtańsze w Europie bilety lotnicze - zapewnia Michael O’Leary, właściciel Ryanaira, który w pierwszej połowie tego roku przewiózł już 22 mln pasażerów, zarabiając na czysto 329 mln euro. W Polsce do końca października przewiózł 1,25 mln osób i jest drugą pod tym względem tanią linią po Wizz Airze. W przyszłym roku możliwość korzystania z komórek zamierzają wprowadzić również brytyjskie linie lotnicze British Midlands, portugalski TAP i arabskie Emirates. Kolejne linie, m.in. Air France, nie wykluczają wprowadzenia podobnej usługi. - Rozważamy różne możliwości zwiększenia dochodów. Będziemy się przyglądać Ryanairowi. Będzie to doświadczenie dla całej branży - mówi Eryk Kłopotowski, rzecznik taniej linii Sky Europe latającej z Polski. LOT na razie nie planuje otwarcia swoich samolotów na komórki. Co prawda, w najnowszych długodystansowych boeingach, które linia zamówiła, będzie to technicznie możliwe, ale LOT wątpi, czy pasażerowie będą chcieli z tego korzystać. Rzecznik LOT Leszek Chorzewski przypomina, że liczne linie próbowały ze słabym powodzeniem wprowadzić telefonię na pokłady samolotów poprzez urządzenia wbudowane w siedzenia. I nie było to popularne. - Dziewięć dolarów za minutę rozmowy okazało się ceną zbyt wysoką. Jeśli teraz koszty rozmów miałyby się znacząco zmniejszyć, zastanowimy się nad wprowadzeniem tej opcji. Dziś lepszy wydaje się dostęp do szerokopasmowego Internetu, bo podczas lotu umożliwia robienie interesów - mówi Chorzewski. Zdaniem Eryka Kłopotowskiego ze Sky Europe nie jest pewne, czy korzystanie z telefonów komórkowych na pokładzie przypadnie do gustu pasażerom. Może im przeszkadzać. - Część pasażerów chce spokoju podczas lotu. To tak jak z wyjściem do restauracji. Idzie się na posiłek, a nie by słuchać, jak ktoś obok krzyczy do słuchawki – tłumaczy. Żeby ograniczyć uciążliwość, obsługa pokładowa ma instruować pasażerów, by ci wyłączali dzwonki i wykorzystywali powiadomienia wibracyjne. Personel samolotu będzie miał pełną kontrolę nad usługą - może np. zablokować ją podczas startu czy turbulencji lub ograniczyć działanie do samych SMS-ów podczas lotów nocnych. Linie Emirates poinformowały, że ograniczą maksymalną liczbę jednocześnie prowadzonych w samolocie połączeń do pięciu-sześciu. Oprócz protestów części pasażerów przeszkodą w powszechnym wprowadzeniu połączeń z komórek na pokładach samolotów mogą być… astronomowie. Ich zdaniem może to zagłuszać słabe sygnały radiowe docierające z kosmosu.
