Witajcie na płaskowyżu, czyli koniec komputera

Wydarzenia z najnowszego MacWorld (o których pisał wczoraj Edwin) po raz kolejny potwierdziły, że era komputerów dobiegła końca. Apple po blisko 30 latach działalności usunęło ze swojej nazwy człon “Computer”. To symptomatyczne, że producent bez którego być może urządzenia z których korzystamy na codzień nie wyglądałyby tak, jak wyglądają, coraz silniej stawia na elektronikę użytkową.

Apple od dawna ze sprzedaży komputerów czerpało zaledwie część swych zysków, zarabiając głównie na iPodach. Zajrzyjcie zresztą na stronę Apple Computer. Większą jej część zajmuje reklama iPhone’a. Poniżej - znów iPhone (zapis wystąpienia Jobsa z MacWorld), bezprzewodowa przystawka telewizyjna Apple TV (jeśli ktoś to kupi, będę pod wrażeniem), zapowiedź nowych filmów (Paramount już sprzedaje sprzedawać obrazy ze swojego katalogu przez iTunes) oraz nowe reklamy iPoda. Telefon, multimedia, a nawet taki dinozaur, jak telewizja! Ani śladu po komputerach. To w pewnym sensie ukoronowanie polityki Apple. I bynajmniej nie uważam, że Jobs strzelił sobie w kolano.

Nikt nie zrobił tyle dla uprzyjemnienia pracy z komputerem, co właśnie producent “jabłuszek” - to wprowadzony w roku 1984 na rynek Macintosh był pierwszym komputerem domowym z interfejsem graficznym, który zdobył prawdziwą popularność (w jego upowszechnieniu pomógł genialny marketing - pokazany tylko raz, w przerwie Super Bowl, film reklamowy nakręcony przez Ridleya Scotta, przeszedł do historii). I był to zapewne pierwszy duży krok w stronę “odkomputerowienia” komputerów - przejścia od wiedzy specjalistycznej w stronę intuicyjnej obsługi bez znajomości mechanizmu działania (trochę jak porzucenie praktyki egzaminowania ze znajomości budowy samochodu przy egzaminach na prawo jazdy w wypadku motoryzacji). Teraz komputery otaczają nas ze wszystkich stron, ale równocześnie łączą się z innymi urządzeniami bądź rozpadają na wiele mniejszych, wyspecjalizowanych produktów. Znikają. Są w odwrocie na wszystkich frontach - nawet w rozrywce.

Niech Bóg ma was w swojej opiecie, jeśli potrzebujecie znaleźć wydawcę, który sfinansowałby grę na PC

Te słowa wypowiada w wywiadzie dla Gamasutry jeden z najbardziej znanych niezależnych twórców gier, Derek Smart. Chcesz się pobawić, kup konsolę. Mówiąc szczerze nie odczuwam sentymentu do nie tak znów odległych czasów, kiedy nieustanna modernizacja domowego komputera była niemal obowiązkiem. Dlatego bardzo sposobało mi się stwierdzenie (znów będzie o Apple), które znalazłem ostatnio na jednym z moich ulubionych “jabłkowych” blogów - jako komentarz do premier z MacWorld:

Nie wiem jak wy ale ja od teraz czekam na bajerancki ekspres do kawy!

Hmmm, czemu nie? I nie musiałby mieć wcale modułu komunikacji bezprzewodowej. Wystarczy, żeby był ładny, niezawodny oraz przyjazny w obsłudze. I oczywiście parzył dobrą kawę. Brzmi absurdalnie, ale zasłonię się tu autorytetem Lva Manovicha (choć zajmuje się estetyką, a nie społeczeństwem, bardzo go cenię, Alku ;D). W nowym eseju “Interakcja jako wydarzenie estetyczne” (z magazynu Receiver - sprawdźcie tego linka; choć to magazyn sponsorowany przez Vodafone, niewiele jest miejsc w sieci, gdzie zebrano artykuły takich autorów jak m.in. Mark Prensky, Ray Kurzweil, Sadie Plant, Howard Rheingold, Barry Wellman czy Mizuko Ito) pisze tak:

Transformacja Apple z firmy produkującej sprzęt i oprogramowanie do postaci światowego lidera projektowania produktów konsumenckich - pomyślcie o tych wszystkich nagrodach za design dla iMaców, Powerbooków, iPodów i innych produktów Apple - sama w sobie jest najlepszym przykładem czegoś, co nazywam estetyzacją narzędzi informacyjnych. (…) Komercyjny sukces produktów Apple, jak i uznanie wśród ekspertów oraz prawdziwie fanatyczne uczucia jakie wywołują wśród wielu ludzi w dużej mierze wiąże się ze stopniem integracji, bezprecedensowym w tym segmencie cenowym. W każdym nowym produkcie lub wersji dopracowuje się detale dopóki nie współgrają tak, by tworzyć bogatą, niczym nie zmąconą i spójną, zmysłową całość. Odnosi się to także do sposobu, w jaki współpracują sprzęt i oprogramowanie. Pomyślcie na przykład o koordynacji okrężnego ruchu palca użytkownika na kółku sterującym iPoda i korespondującym z nim horyzontalnym ruchu menu na ekranie (zapożyczonym z systemu OS X).

Komputery stopiły się z naszym życiem, uwagę zwracamy tylko na te ładne. Wcześniej, w innym tekście umieszczonym na swojej stronie Manovich porównuje nasz stosunek do nowych technologii ze stosunkiem do choćby ubrań czy kosmetyków - są naturalnym elementem naszej codzienności. Żeby poświęcić im uwagę, dla większości z nas muszą budzić jakieś emocje związane z estetyką - a nie z liczbą megahertzów w opisie procesora.

Od przeszło dekady najbardziej chyba znana firma analityczna świata, Gartner, posługuje się pojęciem “Hype Cycle” - etapów, przez jaki przechodzi każda nowa technologia. Zaczynamy od “Technology Trigger” - “odpalenia” nowego produktu. Później przechodzimy przez “szczyt niespełnionych oczekiwań”, “dolinę rozczarowania”, wreszcie - “zbocze iluminacji”, czyli etap, gdy nowa technologia przestaje być fetyszem dla prasy i innych mediów, zaczyna za to znajdować praktyczne zastosowanie. Wielki finał to “płaskowyż produktywności”. Podobnie zresztą ten cykl opisuje John Onians w tekście A Short History of Amazement - od zadziwienia po automatyzm użycia. Zintegrowaliśmy komputer z życiem codziennym i jego istnienie jest dla nas tak oczywiste - i niezbędne - jak ciepła woda w kranie. Dokładnie to samo dotyczy internetu: przecież cały paradygmat Web 2.0 jest powtórką z oczekiwań, jakie stawiano przed siecią tuż po jej pojawieniu się. Teraz nauczyliśmy się internetu i po drobnych korektach wreszcie wiemy czego - i jak - chcemy. Pozostaje poczekać, aż przestaniemy posługiwać się nazwą internet. Zintegrujemy sieci na różnych poziomach naszego życia, będziemy efektywnie porozumiewać się i współpracować, nie myśląc o technologii. Mam nadzieję, że tym razem nie trzeba będzie czekać aż 30 lat.

Tekst objęty licencją Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska,
Autor: Mirosław Filiciak
Źródło: Witajcie na płaskowyżu, czyli koniec komputera
blog Kultura 2.0


Więcej aktualności