Co po YouTube i MySpace?
Zaczęło się od tekstu i pierwszych zdjęć, które były po prostu informacją. Dziś Internet stanowi miejsce dla różnych społeczności tworzących i dzielących się określonymi treściami – tekstowymi, dźwiękowymi, filmowymi itd. A jak będzie wyglądać za 10 lat? Najszybciej dowiemy się tego odwiedzając Dolinę Krzemową, gdzie mówi się już o Web 3.0.
Kawiarnia Ritual Coffee Roasters w San Francisco to coś więcej niż miejsce, gdzie pije się kawę. Niemal przy każdym stoliku dwudziesto- i trzydziestolatkowie, w większości mężczyźni, wypatrują na ekranach swoich laptopów świetlanej przyszłości.
Dolina Krzemowa znowu przeżywa złoty okres. Co miesiąc 180 milionów dolarów zostaje wpompowanych w firmy opracowujące nowe technologie. W powietrzu unosi się twórcza energia, którą ostatnio odczuwało się podczas Rewolucji Przemysłowej. Lecz tym razem rewolucja rozgrywa się w wirtualnym świecie.
Kiedyś, żeby rozkręcić biznes, trzeba było mieć biuro. Potem wystarczał dom. Larry Page i Sergey Brin zakładali firmę - której wartość rynkowa wynosi obecnie 154 miliardy dolarów - w garażu. Gdyby w 1998 roku - w momencie powstawania Google - ktoś zainwestował w nią 100 dolarów, dziś posiadałby 14 milionów.
Teraz, by się z nimi zmierzyć, wystarczy kawiarenka z bezprzewodowym internetem. Dlatego drewniane stoliki i skórzane sofy Ritual Coffee Roasters, którą otwarto rok temu, stały się kołyską dla wielu start-up-owych przedsięwzięć. (…)
Obszar rozciągający się pomiędzy Górami Santa Cruz a łańcuchem górskim Diablo Range nazywał się kiedyś „Doliną Radości Serca”. Rosły tu miliony drzewek morelowych, czereśniowych, śliwkowych i brzoskwiniowych. W 1939 roku zaczęły instalować się tu pierwsze tworzące nowe technologie firmy, z Hewlett Packard na czele. W 1971 roku jeden z dziennikarzy wymyślił nazwę „Dolina Krzemowa”, która na stałe przylgnęła do miejsca, w którym dziś mieszczą się tysiące gigantów przemysłu komputerowego, wśród nich: Adobe, Apple, Cisco Systems, eBay, Google, Intel, Sun Microsystems i Yahoo!, chociaż siedziba największego z nich, Microsoftu, znajduje się niedaleko Seattle w stanie Waszyngton.
W Dolinie Krzemowej spełnia się amerykański sen wielu ludzi, o czym świadczy miasteczko Woodside, zwane „Beverly Hills Doliny Krzemowej”, w którym za średniej wielkości domek z dwoma sypialniami trzeba zapłacić nie mniej niż 6 milionów dolarów. Mieszkają tu aktorka Michelle Pfeiffer, piosenkarz Neil Young i Joan Baez. Mówi się, że swoje rezydencje posiadają również prezes Apple, Steve Jobs, oraz współtwórca Google, Larry Page. Poziom przestępczości jest tam tak niski, że nikt nie zamyka drzwi na klucz, a widok luksusowego samochodu, zaparkowanego z kluczykami w stacyjce nie należy do rzadkości.
W centrum miasteczka znajduje się restauracja Buck’s of Woodside, w której zawarto kilka z największych transakcji w historii internetu. – Przy stoliku numer 15 założono Hotmail – opowiada Jamis MacNiven, 57-letni właściciel restauracji. – Tu powstawała koncepcja Netscape, a także stworzono PayPal.
- Od dwóch i pół roku znowu czuć rosnącą w powietrzu energię – mówi MacNiven. – Wracamy do miejsca, w którym znajdowaliśmy się w 1999 roku, ale bez tamtego szaleństwa.
Najpopularniejszym, choć zdaniem wielu przereklamowanym pomysłem na internetowy biznes jest obecnie Web 2.0. Wcześniej sieć stanowiła pasywne medium, w którym odbiorca, podobnie jak w przypadku telewizji, biernie konsumował przedstawiane mu treści. Web 2.0 to medium aktywne, zakładające czynny udział odbiorcy w tworzeniu poszczególnych stron.
Spośród ponad tysiąca takich witryn wybijają się: Wikipedia (internetowa encyklopedia pisana przez użytkowników), Flickr (strona, na której użytkownicy zamieszczają swoje zdjęcia), Digg (gdzie internauci proponują, wybierają i szeregują pod względem ważności wiadomości w różnych kategoriach tematycznych) czy Zebo (skarbnica informacji od znajomych i specjalistów na temat zakupów i dostosowania produktów do indywidualnych gustów). Nieprzebrane zastępy użytkowników Web 2.0 dostarczą informacji na dowolny temat i o wiele większą skalę, niż byłaby to wstanie zrobić jakakolwiek organizacja.
W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku firmy należące do Web 2.0 zanotowały zyski rzędu 455 milionów dolarów – dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. (…)
Jednak wielu zadaje sobie pytanie, czy Web 2.0 nie doprowadzi do krachu, podobnego do tego z 1999 roku, kiedy zainwestowane w internet miliony nie przyniosły spodziewanych profitów. Tym razem większość specjalistów nie przewiduje czarnego scenariusza z kilku powodów: szerokopasmowe łącza internetowe są dziś powszechne, firmy nie potrzebują dużego kapitału początkowego, a największe ilości pieniędzy nie płyną z publicznych funduszy, a od prywatnych inwestorów.
News Corp kupił MySpace, eBay nabył Skype’a, a Google i Yahoo! zdołały już pożreć wiele internetowych firm. Najgłośniejszą transakcją w ostatnim czasie było zakupienie przez Google największego portalu z filmami wideo YouTube za 1,65 miliarda dolarów. Następnych trzech młodzieńców, którzy rozkręcali swój biznes w garażu, stało się milionerami. (…)
W środowisku mówi się już o Web 3.0, który ma zmienić internet na największą skalę w jego historii. 37-letni Nova Spivack, prezes firmy Radar Network, planuje w przyszłym roku wystartować z opartym na wojskowych technologiach projektem Web 3.0, znanym też jako „semantyczny internet”, który otworzy nowe możliwości wyszukiwania informacji w sieci. Nowe narzędzia internetowe będą w stanie „zrozumieć” znaczenie słów oraz kontekst, w jakim zostały użyte, co przełoży się na bardziej precyzyjne wyniki wyszukiwania. Podczas gdy Google wynajduje jedynie słowa-klucze, internet semantyczny będzie w stanie odpowiadać na pytania typu „Ile razy Manchester Utd. zwyciężył w Lidze Mistrzów?”
- Wszystkie informacje jakich potrzebuje użytkownik, zostaną skojarzone, wyszukane i ułożone tak, aby jak najłatwiej było nimi zarządzać – mówi Spivack. – Web 3.0 to internet trzeciej generacji, który będzie dominował przez najbliższą dekadę.
Spivack jest przekonany, że udało mu się wyprzedzić Google o krok. – Podczas gdy oni byli zajęci zarządzaniem swoją firmą, my odkryliśmy kopalnię złota na ich własnym podwórku – cieszy się Spivack.
